Wsiedlismy do auta terenowego. Wtedy sie dowiedzialem od FIlipa, ze po dwoch jego wejscich na mojego bloga dostep do niego zostal lokalnie zablokowany. Myslalem, ze to zart, ale nie! 'Przeciez nic w tym blogu nie ma, nawet nie dojechalem na nim na miejsce'. 'Wystarczy, ze w tytule jest Etiopia, i ze nikt nie rozumie polskiego - wiec profilaktycznie zostal odlaczony z ogolnego dostepu' - odparl z usmiechem, w ktorym wyczulem lekka nerwowosc.
Jesli jednak czytacie niniejszego posta, to znaczy, ze dziala alternatywna sciezka publikowania. Nie napisze jaka, bo jeszcze sluzby specjalne i to zablokuja :)
Wieczorna podroz przez miasto. Nie wierze jeszcze ze tu jestem. Przejezdzamy obok monumentalnych budynkow, przeplatanych ulicami pelnymi ludzi i blaszanych lepianek. Naszym celem jest pewna restaturacja, gdzie znajomi Filipa graja dzisiaj koncert pod nazwa 'Ishi Havana' - latynoamerykanski jazz. Na to haslo zeszli sie ekspaci - ludzie, ktorzy przybyli tutaj z Europy i USA, ktorzy sie tu znaja i tworza przez chwile mala enklawe.
Stajac z butelka cieplej coca coli pod dudniacym glosnikiem i patrzac na tanczace pary w stylu samby, ciagle nie moge uwierzyc ze jestem na abisynskiej ziemi. Czarnoskore kobiety i mezczyzni tancza znakomicie, jstem zaskoczony. Jak sie okazuje, w Addis Abebie jest sporo szkol samby i naprawde dobrzy nauczyciele tancow latynoamerykanskich.
Europejczykow poznac po sztywnosci ruchow. Usmiecham sie - sam nie probuje. Zmeczenie podroza, i przede wszystkim wysokoscia (Addis jest trzecia najwyzej polozona stolica swiata, sr. ok 2300 m.n.p.m) daje znac o sobie.
Kolejny dzien bedzie zwykla sobota expata zyjacego tutaj. Ale o tym w nastepnym odcinku.

