środa, 28 grudnia 2011

Dubaj: trawa czy piach


Trawa równo przycięta, niebo jest niebieskie, słońce grzeje – prawie lato chociaż zima. Siedzę w niewielkim ogrodzie, gdzie trawa i kwiaty żyją tylko i wyłącznie dzięki wijącym się po ziemi wężom zraszającym codziennie ten teren. Wokół mnie biały mur, który odcina na widnokręgu linie wieżowców odległą w linii prostej o jakieś 20 kilometrów, w tym Burj Kalifa – najwyższy budynek świata na ponad 800 metrów.

Za murem oddzielającym sztucznie utrzymywana przy życiu trawę i kwiaty ogródków jest ulica i piasek, niemal żadnej roślinności, nie licząc dwóch drzew i kilku przykurzonych krzewów, jak okiem siegnąć. Budynki z rzadka rozrzucone – wydaje się - przypadkowo. Przestrzeń- dla środkowego Europejczyka – bezładna i jałowa.

Wychodzę przed front domu. Jak okiem siegnąć, wszędzie dokładnie ten sam projekt domu, cała enklawa. Setki identycznych domów, zamieszkałych w tej okolicy ponoć w zdecydowanej większości przez pilotów linii lotniczych Emirates. Wszędzie gigantyczne i drogie auta, jakaś ekipa myje latarnie wodą pod ciśnieniem. Zamiast nazw ulic – klastry. Przy wjeździe - szlaban, innej możliwości nie ma.
 

 
Co jest realne dla tego świata – wypielęgnowany trawnik czy piasek z krzakami? Co jest prawdziwe, co jest tu autentyczne, a co jest fasadą przyciągającą tutaj tych ludzi? Będę w najbliższych dniach szukał odpowiedzi.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Dubaj dla kontrastu


Chyba trudno byłoby wybrać bardziej kontrastowe miejsce w zbliżonej szerokości geograficznej niż wobec Etiopii niż Dubaj. Tak się złożyło, że z powodów rodzinnych przychodzi mi spędzić kilkanaście dni w tym emiracie, będącego częścią Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Nie-bycie turystą-hedonistą daje mi tą przewagę nad innymi ludźmi lądującymi tutaj, że oglądając to miejsce mam dystans.

Dubaj, Abu Dhabi i inne wyrastające w oszałamiającym tempie bańki nieruchomościowe w tym rejonie świata to ubezpieczenie emerytalne dla szejków i ich plemion, kiedy ropa naftowa się wyczerpie, a trzeba będzie przecież z czegoś żyć. Stąd właśnie wzięła się śmiała rozbudowa skromnego jeszcze do niedawna portu u wrót Zatoki Perskiej. Dzisiaj to mekka dla przedsięwzięć turystyczno – hotelarskich, raj podatkowy dla firm, które zdecydują się tutaj prowadzić swoje międzynarodowe interesy.

Dubaj musi być naj – nic dziwnego, że inwestycje w ciągu ostatnich 10 lat w tym rejonie są tak zdumiewające, że oparcie na nich swojego PR już sprowadza dziesiątki tysięcy turystów, którzy chcą powylegiwać się w sztucznym luksusie i zobaczyć na własne oczy największy park wodny, największe hotele, największą hale do uprawiania sportów zimowych (co w tutejszym klimacie jest prawdziwym wyzwaniem dla inżynierów i energetyków), czy wreszcie najwyższy budynek świata.

Ciekawe co kryje się za fasadą ikony nowoczesnego Bliskiego Wschodu?

wtorek, 13 grudnia 2011

Pełen spontan - za pół roku Etiopia

Wystarczył w zasadzie jeden e-mail, bym doszedł do wniosku, że jestem już zainfekowany. Nie dało się powiedzieć nie. Zew ujawnił swoją naturę, karta kredytowa poszła w ruch.

Tak... za pół roku jedziemy do Etiopii. Jak się okazało, mój blog zaraził parę osób, będzie więc nas co najmniej trzech, a być może i czterech.

Życie znowu nabiera barw.